The Last Elder - Archimandrite Pavel Gruzdev: Biografia, kreatywność

„Tradycja starości w Rosji nie została jeszcze przetłumaczona”, F.M. Dostojewski o ojcu Pawle Gruzdevie. Wielki pisarz uważał, że zachowanie prawosławia w naszym kraju jest zasługą mnichów, starszych. Cenią wiarę w Chrystusa i nie pozwalają zniknąć prawosławiu z rosyjskiej ziemi. W 1996 r. Zmarł ostatni starszy archimandryt Pavel Gruzdev. Historia życia tego wspaniałego człowieka została zachowana w kilku książkach z historiami zapisanymi z jego słów, a także ze wspomnieniami jego przyjaciół. Opublikowano wpisy do dziennika archimandryta Pawła Gruzdeva. Książka nazywa się „Ziarno pszenicy Pańskiej”.

Fikcyjne historie

Wiele historii ze swojego życia, Ojciec Paweł opowiadał swoim przyjaciołom.

Kapłan miał wspaniały dar jako narrator. Jego mowa pełna jest zabawnych starych rosyjskich słów i zwrotów. Nazywał chleb „paposhnik”, makaron - „marmolada”, plamił podłogę brudnymi butami - „oszczerstwo” itp. Jego ulubionym adresem do parafian był „Moi krewni”. Tymi słowami poprzedzał każdą historię i kazanie, dlatego nie jest przypadkiem, że jedna z książek Pavla Gruzdeva otrzymała to imię. I każdy powinien to przestudiować. Wiele informacji o nim znajduje się w kolekcji „Archimandrite Pavel (Gruzdev)”, opublikowanej w 2010 roku.

Niektóre rozmowy ojca zostały nagrane na wideo i zmontowane w małym filmie. Pavel Gruzdev schwytany w ostatnich latach życia. W swoich upadających latach chodził już słabo i był prawie ślepy, ale dobroć tego niesamowitego starca i prostota jego postaci są bardzo wyraźnie widoczne w tym filmie.

Opowieści Pawła Gruzdeva o przeszłości są nasycone wielkim humorem i kolorowymi detalami, a jego opowieści obejmują całe długie życie arcybiskupa, począwszy od dzieciństwa: urodził się 23 stycznia 1910 r. W wiosce Bolszoj Borok, która znajdowała się w dzielnicy Mologsky w obwodzie jarosławskim, potem życie w Rybinsku gdzie rodzina została przesiedlona po powodzi, życie zakonne z ciotką, praca w artelu, który zastąpił kompleks klasztoru, następnie obozy w Vyatce, gdzie został wygnany jako wróg ludu, a następnie wolna osada w Kazachstanie, na dziewiczych ziemiach, n i, oczywiście, okres kapłaństwa w rejonie Jarosławia.

Pielgrzymi

Ludzie podróżowali do Ojca Pawła z całego kraju. Poproszono go o radę, błogosławieństwa, uzdrowienie z chorób. Pomagał wszystkim.

Jedna kobieta zapytała go, czy wykonać operację na jej nowonarodzonej wnuczce, u której lekarze odkryli wadę serca. Starszy powiedział jej, żeby się nie spieszyła - trochę poczekała i śmiało poszła na operację. Kiedy sześć miesięcy później, w przeddzień planowanego leczenia, dziewczynka została ponownie zbadana, a następnie nie znaleziono u niej nawet śladów choroby.

Ojciec był wielkim wizjonerem. Była sprawa - kobieta poprosiła go o błogosławieństwo. Miała nadzieję, że wielki starszy Pavel Gruzdev nie zobaczy, jakie myśli są w głowie osoby i jakie uczucia są w jego sercu. Potrzebowała błogosławieństwa, aby eksmitować jednego z jej krewnych z mieszkania. Kapłan nawet jej nie przeszedł - powiedział: „Odejdź, skąd przybyłeś!”

Ojciec Paweł znał nie tylko piękny język staroruski - doskonale mówił w złodziejach, w slangu więziennym. Mówi się, że na początku lat 90., kiedy kraj był w całkowitym chaosie - brak pracy, brak żywności, ciągłe przerwy w dostawie gazu i elektryczności, potworna inflacja, kiedy wzrost cen najbardziej niezbędnych artykułów spożywczych wyprzedził wzrost wynagrodzeń o kilka rzędów wielkości, grupa zwróciła się do niego młodzi mężczyźni proszący o pomoc z radą, co robić, jak być i jak żyć? Bardzo energicznie, pochlebiając mowie wybiórczymi nieprzyzwoitościami, doradził im, aby wrócili do domu, pobrali się, mieli dzieci i żyli bez strachu.

Starszy Pavel Gruzdev mógł tylko przyjacielskim poklepaniem po plecach na zawsze uratować człowieka przed każdą dolegliwością. Zrobił to bez namysłu, a nawet przyjaźnie. Był bardzo prostą osobą. Zawsze uważał za swój obowiązek karmienie i schronienie pielgrzyma lub zwykłego wędrowca potrzebującego pomocy. Uwielbiał powtarzać przypowieści o ewangelii i często towarzyszył im w prawdziwych historiach.

Historia Adwentu

Ojciec Pavel Gruzdev wierzył, że w każdej osobie należy starać się zobaczyć odbicie Chrystusa. Opowiedział taką przypowieść. Kobieta mieszkała we wsi. Była głęboko religijna, przestrzegała wszystkich prawosławnych tradycji - regularnie pościła, nieustannie się modliła i często chodziła do kościoła.

{$adcode4}

Pewnego dnia miała sen, w którym powiedziano jej, że następnego dnia po przebudzeniu przyjedzie sam Pan Jezus Chrystus.

Od wczesnego ranka porządkowała rzeczy w chacie, przygotowywała pyszne jedzenie - gotowała „marmoladę”, smażyła jajecznicę, upiekła ciasto i usiadła przy oknie, aby czekać na Zbawiciela.

Przyszedł do niej chłopak z sąsiedztwa i powiedział:

- Moja matka zachorowała, spadła, nie może wstać. Chodźmy, pomóżcie - a kobieta odpowiada mu:

{$adcode5}

- Nie mogę, Jezus Chrystus obiecał, że przyjedzie do mnie - chłopiec odszedł z niczym.

Znów kobieta siedzi przy oknie. Czekam Podchodzi do niej inny wieśniak i pyta:

- Moja krowa rodzi. Jesteś najlepszy w tym biznesie. Chodźmy, pomóżcie, a kobieta powiedziała mu:

„Nie mogę, Jezus Chrystus musi przyjść do mnie”, mężczyzna odszedł.

Był wieczór, ale Pan się nie pojawił. Wszedł na jej podwórze, poprosił o nocleg, ale ona mu odmówiła:

{$adcode6}

- Oczyściłem chatę, nie przygotowałem dla was jedzenia - Chrystus obiecał mnie odwiedzić.

Dzień się skończył, ale Bóg nigdy do niej nie przyszedł. Poszła do łóżka i marzyła o aniołku. Pyta go, dlaczego Bóg dotrzymał jej obietnic, a anioł odpowiedział:

„Więc przyszedł do ciebie trzy razy, a ty Go odrzuciłeś”.

- Kiedy?

- Kiedy chłopiec przyszedł po matkę, by zapytać, kiedy przyszedł mężczyzna, którego krowa urodziła, i kiedy wędrowiec poprosił o noc.

{$adcode7}

Życie przed aresztowaniem

Rodzice przyszłego archimandryta Pavel Gruzdev byli zwykłymi chłopami - przed rewolucją żyli bogato, mieli silny dom, pełne bydła podwórko, dużą działkę. Od dzieciństwa Paweł rozumiał całą wiejską mądrość - wiedział, jak uprawiać ziemię, wiedział, jak obchodzić się ze zwierzętami - mógł urodzić się od krowy, jeździł koniami, opiekował się drobiem, znał pszczelarstwo, był dobrze zorientowany we właściwościach roślin, z których słynęły łąki zalewowe Mologi i jej dopływy.

Żył więc, tak jak poprzednio, wiele pokoleń jego przodków żyło przed nim, ale nadeszła rewolucja, rozpoczęły się zmiany, a za 20 lat zbudowali tamę i zalali jego rodzinną wioskę Bolszoj Borok, podobnie jak wiele innych sąsiednich osad. Wszyscy mieszkańcy przeprowadzili się, kto jest gdzie. Zwyczajny styl życia upadł. Wielu zbankrutowało, ale nigdy nie przywróciło swojej gospodarki. Mały Pavlush, ojciec i matka zostali wysłani do ciotki w klasztorze, gdzie zaczął pracować w pasiece, a jednocześnie monitorować kurczaki i kaczuszki. Archimandryt Pavel Gruzdev wspominał te lata z miłością i czułością.

Kochanie

W swojej książce Moi krewni ojciec przypomina jeden incydent. Miał wtedy około 10 lat, chciał jeść miód, a Matka Przełożona klasztoru, klasztor, nie pozwala na to. Chłopiec wziął szczura z pułapki, znalazł kawałek szmaty, zanurzył go w wannie z miodem i pokrył schwytanym zwierzęciem. Wziął szczura za ogon, przyniósł jej opat, pokazał i powiedział, że złapał zwierzę w wannie z miodem. Matka krzyczała - produkt, ponieważ teraz jest uważany za skalany i nie nadaje się do jedzenia. Kazała chłopcu wziąć wannę i wynieść ją z klasztoru. I jest zadowolony - szczur nie zepsuł miodu. Zjadł samego siebie i leczył siostry zakonnic.

Czas iść do spowiedzi. Mały Pawłusza boi się, płacze, ale nie może ukryć prawdy - żałował kapłana i obiecał, że nie zrobi tego ponownie. Kapłan wybaczył mu, ale zapytał, czy wszystko zjedli. Jeśli nie, niech Pawlusha również nałoży na niego puszkę, a on będzie się za niego modlił do Boga. Nie wcześniej powiedziane niż zrobione. Przyniósł mu miód.

Aresztowanie

Kilka lat później klasztor został zamknięty, wielu mnichów zostało aresztowanych, a sam klasztor przekształcony w artel pracy. Pavel Gruzdev również znalazł tu firmę. Nadal był zaangażowany w prace rolnicze, a także, do maja 1941 r., Kiedy został aresztowany, aktywnie uczestniczył w życiu publicznym artela.

{$adcode8}

W przeddzień aresztowania pewien młody mężczyzna poprosił o nocleg w domu Gruzdeva. Przyjaźni właściciele schronili gościa, zaufali mu, a on okazał się pracownikiem NKWD. Gość znalazł informacje, których potrzebował na temat życia zakonnego Pawła, i poinformował o tym swoich kolegów. W nocy do domu podjechał „czarny kruk”, a Pavel Gruzdev został zabrany do więzienia. Przyszły archimandryt zapamiętał nazwisko badacza na całe życie - Spassky'ego. Wybił wszystkie zęby, okrutnie torturowany. Tak, tylko nasz bohater nie miał nic do przyznania, a nawet nie zaprzeczył swojej wierze pod torturami.

Pavel Gruzdev został wysłany do obozu pracy pod Vyatką i przez wiele lat stał się więźniem nr 513. Ale możesz też mieszkać w więzieniu - tam też są ludzie. Polityka była oddzielona od przestępców. Zostali ukarani bardziej surowo, ale z jakiegoś powodu ufali też bardziej.

Jak Pavel Gruzdev uratował Niemców

Więzień nr 513, Pavel Gruzdev, został mianowany podróżnikiem - musiał monitorować stan kolei, a raczej długość drogi między drwalem a obozem. „Święty człowiek”, jak strażnicy zwani Gruzdevem, zawsze wykonywał swoją pracę w dobrej wierze, uważnie monitorując stan płótna. Dzięki tej usłudze mógł swobodnie wchodzić do lasu poza strefą i zbierać tam grzyby i jagody. Wiesz, jak wiecie, więźniom nie oszczędzono witamin, a na podstawie artykułu 58 przyprowadził swoim towarzyszom truskawki, maliny lub jeżyny. Suszę grzyby, przygotowałem zioła lecznicze.

Kiedyś, i to jesienią, poszedł ze swoim szefem, tym samym więźniem jak on sam, Grigorij Wasiljewicz Kopol, aby obejrzeć drogę. Na ścieżce lokomotywy parowej mgła rozprzestrzenia się na płótnie - nic nie jest widoczne, ale Pavel jest spokojny - w przeddzień wszystkiego sprawdzał. Droga jest w porządku. Nagle samochód szarpnął - najwyraźniej coś wpadło pod kierownicę. Po kilku metrach znowu to samo. Szef krzyczy: „Oszukałeś mnie! Szyny nie są naprawione! Już tu nie będziesz pracował! Odetnę rację chleba na dwa tygodnie! ” A lutowanie to 800 gramów. Każdy otrzymał 300 kar.

Jak tylko wrócili do obozu, Pavel Gruzdev pobiegł z powrotem - aby zobaczyć, co jest z szynami? W końcu sprawdził - wszystko było normalne. Na ulicy panuje straszne zimno - w połowie jesieni z wiadra wylewa się deszcz, który już ciemnieje, a tor kolejowy ma prawie 8 km. Gdzieś na środku drogi, w rowie, w którym silnik szarpnął, zobaczył konia. Po drodze weszła we mgle, poszła spać - silnik ją uderzył. Gdzie indziej to samo. Więzień nr 513 koni wjechał do rowu. Podczas zabawy, słyszałem dźwięki dochodzące z kielni, która stała w pobliżu. Wszedł i zobaczył, że facet, który miał wypasać te konie, powiesił się. Co robić Jak to usunąć? W pobliżu nie ma noża - jeśli znajdą więźnia, zastrzelą go bez procesu. Nie ma też możliwości rozwiązania zębów - śledczy Spassky wybił wszystko. Paweł Gruzdew zaczął się modlić - i wezwał Szybkiego nowicjusza, Michaiła Klopskiego, świętego Boga Varlaama i Jana Chryzostoma, którego pamiętał tylko. W końcu lina uległa, rozwiązał biednego mężczyznę, a facet już nie oddycha. Dał mu sztuczne oddychanie, masaż serca i ponownie zaczął modlić się. W końcu rozległo się bicie serca.

Gruzdev pobiegł z powrotem do obozu, na oddział medyczny. Na zewnątrz jest zimno i pada deszcz, a na Pavelu wszystkie ubrania są suche - takie ciepło pochodziło z ciała. Przybiegłem. Zadzwonił do Dresina, znalazł lekarza i wrócił do faceta. Dzięki Bogu wszystko się ułożyło. Następnie powołano sąd - aby osądzić tego chłopca-pasterza. Mówią, że wojna, a on, niemiecki faszysta, zorganizował sabotaż. Więzień 513, Pavel Gruzdev, pojawił się jako świadek. Powiedział sędziom: „Facet podobno zrobił to z krzywdy - po prostu przeoczył i zasnął. Nie chciał celowo skrzywdzić. Ma żonę i dzieci. Dlatego wspiął się na pętlę, ponieważ wstydził się przewinienia i bał się. To nie jest jego odwrócenie uwagi. ” Uwierz w to.

Następnie Niemiec zapłacił Pavelowi za dobro - przez długi czas, gdy mieszkali w tej samej chacie, odłamali kawałek chleba z racji chleba i postawili Pavela na pryczy.

Liturgia obozowa

Razem z Pavlem Gruzdevem kapłani odsiadywali czas. Jak powiedział, zgromadzono całą diecezję - dwóch biskupów, mnichów, opactwo klasztorów, kapłanów i ogromną liczbę zwykłych wierzących. Ich wielkim marzeniem było uczestnictwo w Boskiej Liturgii, ale w strefie nie jest to możliwe. Jednak przyjaciele Paula wymyślili, jak to zrobić. Żona kierownika przepustki, Anatolija Komkowa, Lyol, była głęboko religijną kobietą. To ona błagała męża, aby pozwolił więźniom wyjść do lasu i odprawić nabożeństwo. Pavel Gruzdev został wyznaczony jako odpowiedzialny za powrót wszystkich do strefy.

Rano kobiety rzuciły się na Paula. Wszyscy bali się, że pozwolenie zostanie anulowane i im się nie uda. Jednak we właściwym czasie duża grupa skazanych wkroczyła do lasu. Po drodze zbierali jagody, następnie wyciskali z nich sok i robili miskę do komunii z puszki. Pień powalonego drzewa służył jako ołtarz. Wszystkie modlitwy zapamiętane na pamięć. Podawane z serca. „Łez było tyle, ile nie widziałem w całym moim życiu” - wspominał później Pavel.

Wszyscy wrócili do obozu. Nikt nie uciekł, chociaż była taka możliwość. Nikt nie chciał zawieść Paula.

Po pewnym czasie, kiedy więźniowie zaczęli być przenoszeni do innego obozu przy scenie, zaczął padać deszcz i na oczach wszystkich piorun uderzył w ten kikut. Spłonęło, aby później nie zbezcześcić uświęconego miejsca.

Kazachstan

Pavel został przeniesiony do północnego Kazachstanu - na karę pozostałego wyroku, a jednocześnie na rozwój dziewiczych ziem. Działki dawały duże - trzy hektary. Chcesz, nie chcesz, ale musisz to wziąć. I proces. To trudna sprawa, ale Paul jest przyzwyczajony do pracy na wsi. Arbuzy, melony, warzywa są różne, zboża urosły do ​​jego chwały, a wkrótce nawet przyniosły krowę. W tym samym roku urodziła dwie cielęta. Dobrobyt, dobrobyt i sytość pojawiły się w życiu Pavla Gruzdeva - nadwyżki zostały przetransportowane na rynek, sprzedane. Kupowali aktualizacje z dochodów i budowali domy. Życie poszło swoim biegiem.

A w 1953 roku wyszła amnestia. Z domu Gruzdev został poinformowany, że jego ojciec i matka czekają na niego, tęsknią za nim. Ponieważ byli więźniowie nie mogą swobodnie podróżować po kraju bez specjalnego wezwania, siostra Pavela, która mieszkała z rodzicami w Tutaevie, wysłała mu telegram z informacją, że jego matka, mająca siedem dekad, urodziła bliźnięta i umiera. To nie była prawda, ale okazało się, że to dobry powód, aby pozwolić Paulowi odejść.

Nowe życie

Gruzdev wrócił do swoich rodzinnych miejsc. Po długich próbach z dokumentami i rehabilitacji pozostał w Tutaevie. Został kapłanem, rektorem kościoła we wsi Verkhne-Nikulsky. Stopniowo jego sława widzącego i uzdrawiającego Boga rozprzestrzeniała się po całym regionie Jarosławia, a potem po całym kraju. Ludzie w długim szeregu wyciągali ręce, by się wyspowiadać, bronić nabożeństwa i słuchać kazania.

Już za życia krążyły plotki o nim jako o świętym prawym człowieku. Taki incydent powiedział Leningraders, który przed każdą kampanią przychodził do niego po błogosławieństwo. Zauważyli, że bez pożegnalnych słów archimandrytów połów nie jest udany. Rybacy jakoś zabrali ze sobą, dla towarzystwa, towarzysza, popularnego dziennikarza. Patrzył na wszystko, słuchał, a kiedy wrócił do domu do Leningradu, opublikował w swojej gazecie kiepski artykuł „Życie Ojca Pawła”. Rybacy wzięli go i przybyli na archimandrytę, aby się pokazać. Przeczytał i rozkazał wrzucić gazetę do dziury.

Ten dziennikarz już do niego nie przyszedł - łowił ryby w innych miejscach, ale nie długo ... aż do zimy. Kiedyś pojechał nad rzekę na ryby pod lodem. Zrobił dziurę, a lód wokół niego pękł. Nie udało mu się powstały piołun. I on umarł.

Ojciec Paweł lubił używać w swojej mowie jednostek frazeologicznych, mówił głośno, po rosyjsku. Rada archimandryta Pawła Gruzdeva była bardzo prosta. Nauczył swoich parafian, aby nie byli dumni i nie wznosili się ponad innych ludzi: „Jeśli nie ma w kimś prostoty, to jest głupi i boi się to pokazać, a może ukrywa jakiś grzech”. To samo dotyczy drażliwych - inteligentnych - powiedział - nigdy się nie obrażaj.

To nie przypadek, że samego ojca Pawła porównano do świętych głupców. Ubrał się słabo, żył kiepsko, a wraz z ważnymi i oficjalnymi panami był głupcem - łatwiej jest nie ulec ich prowokacjom. Często przychodzili do niego z czekami. I włoży obszarpaną koszulę, zwinie jedną nogę do kolana i wyczyści szambo w toalecie. Stoją, stoją i wychodzą z niczego: czy można rozmawiać z osobą, która jest rozmazana kałem?

W jadalni Leningradu

W swoich opowieściach ojciec Paweł nie bał się wyglądać absurdalnie. Lubił więc bawić towarzyszy w opowieść o tym, jak zjadł lunch w jadalni w Leningradzie. Często odwiedzał to miasto - tam miał wielu przyjaciół i znajomych.

Pewnego razu przybył do Leningradu, odwiedzając biskupa Nikodema. Spieszył się w interesach i zaprosił ojca Pawła, gdy go nie było, do jakiejś jadalni i zjedzenia tam obiadu. Dał ojcu 25 rubli i wyszedł.

Starzec wyszedł szukać jadalni. Niektórym nie pozwolono, bo nosił filcowe buty, innym, ponieważ krawat nie spełniał wymagań. W końcu ojciec znalazł jadalnię, w której karmili złożone obiady. Zapłacił pieniądze, wziął tacę z jedzeniem, usiadł przy stole, położył walizkę pod krzesłem i przygotował się na obiad, ale zapomniał wziąć łyżkę. Nic do zrobienia - wrócił do bufetu, gdzie rozdano sztućce. Wziął łyżkę i jednocześnie wypił kupkę. Podszedł do biurka i zobaczył, że już siedzi jakiś mężczyzna i je swoją zupę. Co robić Pchnął sekundę do siebie, połamał kotlet na pół i podzielił tłuczone ziemniaki. Nalałem szklankę kompotu na dwie części i zacząłem jeść połowę. A ten człowiek przez cały czas w milczeniu na niego patrzył. Po skończonym posiłku nieznajomy wstał i wyszedł. Ojciec Paul również zjadł lunch i miał zamiar wyjść. Do złapania, ale nie ma walizki. Skradziony? Rozejrzał się, do kogo się zwrócić, i pod następnym stolikiem zobaczył swój bagaż. Stary kapłan zrozumiał, że zjadł obiad nieznajomego. Był przestraszony, zawstydzony - złapał swoje rzeczy i pobiegł przez ulicę, w filcowych butach, w długiej sutannie, z walizką w ręku i tuż przy czerwonym sygnalizacji świetlnej.

Koniec życia i pamięć

Pod koniec swoich dni Paweł Gruzdew, ostatni starszy życia świętego, był całkowicie ślepy. W ogóle nie miał pieniędzy, a wtedy nie było nawet dość lekarstw. „Cała wola Boża” powtórzył bez urazy i przygnębienia. Nie narzekałem. Zmarł w szpitalu 13 stycznia 1996 r.

Ojciec został pochowany w Tutaevie, obecnie Romanov-Borisoglebsk, obwód jarosławski. Jak przewidywał ojciec Pavel: „Urodziłem się przydatny, ale was nie opuszczam”, kapłan leżał na ogrodzeniu lokalnego cmentarza od ponad 10 lat, a ścieżka do grobu Pavla Gruzdeva nie jest zarośnięta trawą - pielgrzymi przyjeżdżają do niego przez cały rok i noszą kwiaty